Nieopodal kościoła znajdują się pozostałości po folwarku szlacheckim. Okazały kiedyś, murowany dwór stoi na skarpie nad rzeką Czarną. Jest zniszczony.
W dobrym stanie znajdują się jedynie grube mury. Widoczne są na nich ślady kul - pozostałość po II wojnie światowej. Dach, kryty gontem, prawie już nie istnieje.
Wejście, które prowadziło kiedyś przez drewniany ganek, jest teraz prowizorycznie zatarasowane, żeby nikt niepowołany nie przeszkadzał pszczołom.
Obok dworu ustawione są ule.
Wygląd jego i obejścia obok kontrastują
z widokiem na stojący niedaleko, zadbany obecnie, kościół Świętego
Andrzeja. A jeszcze w latach trzydziestych to ten kościół był
niemal ruiną. Podobno wtedy dziedzic, który budował kamienną
oborę, proponował drogowlanom przeznaczenie na ten cel kamieni z
tej znajdującej się w częściowej ruinie świątyni. Ludzie
kategorycznie odmówili.
Ostatnim właścicielem dworu był Piotr
Biruk. Był wyznania prawosławnego. Zmarł zaraz po wojnie, załamany represjami ze strony władz komunistycznych.
Po drugiej stronie drogi znajdował się drewniany
dworek zajmowany przez drugiego z braci - Stefana Biruka. W trakcie
II wojny światowej został częściowo rozebrany. Pod koniec lat 70
- tych - runęła opuszczona pozostała część budynku.
Bracia posiadłość odziedziczyli po swoim ojcu
Grzegorzu. Tamten otrzymał ją od władz carskich. Władze carskie miały w tamtych czasach taki zwyczaj nagradzania wojskowych zasłużonych dla Rosji.
A Grzegorz Biruk odchodząc z garnizonu w Łowiczu na emeryturę dosłużył
się stopnia majora czy nawet pułkownika.
Co się stało z poprzednimi użytkownikami
dworu - nikt nie pamięta. W jaki sposób dwór stał się własnością władz carskich, też nie wiadomo.
Gdybyś wiedział więcej na ten temat -
napisz:
magpon@wp.pl
|